Aż 27 proc. społeczeństwa doświadcza wykluczenia komunikacyjnego – wynika z najnowszych danych Ministerstwa Infrastruktury. Problem dotyka przede wszystkim mieszkańców mniejszych miejscowości, gdzie dostęp do transportu publicznego bywa ograniczony lub iluzoryczny. Rząd zapowiada zmiany, które mają wyznaczyć minimalny standard komunikacji w całym kraju.
Transport publiczny nie spełnia swojej funkcji
Wykluczenie komunikacyjne to nie tylko całkowity brak połączeń. W wielu gminach autobusy kursują tak rzadko, że nie pozwalają na normalne funkcjonowanie – dojazd do pracy, lekarza czy urzędu staje się logistycznym wyzwaniem.
Zdarzają się sytuacje, w których dostępny jest jeden kurs dziennie, często w godzinach zupełnie niedopasowanych do potrzeb mieszkańców. W praktyce oznacza to, że transport publiczny istnieje, ale nie spełnia swojej funkcji.
Nowa definicja i konkretne minimum
Ministerstwo Infrastruktury chce uporządkować system i wprowadzić jasne kryteria. Według propozycji, wykluczenie komunikacyjne będzie oznaczać brak minimalnej liczby połączeń lub dostępu do transportu na żądanie.
Nowe przepisy mają wprowadzić ustawowe minimum połączeń w dni robocze: 4 pary kursów dziennie, a w weekendy 2 pary kursów.
To oznacza koniec sytuacji, w której mieszkańcy są skazani na pojedynczy kurs dziennie.
Transport na żądanie jako uzupełnienie
Jednym z kluczowych elementów reformy ma być transport na żądanie – rozwiązanie szczególnie istotne dla małych miejscowości.
System ma działać podobnie do usług typu „door-to-door”:
- kurs uruchamiany na zgłoszenie mieszkańca,
- maksymalnie 20 kursów miesięcznie w gminie,
- dopłata państwa: 1,15 zł za kilometr.
Choć to rozwiązanie może poprawić dostępność transportu, eksperci zwracają uwagę, że limit kursów może okazać się niewystarczający.
Dopłaty i infrastruktura bez rewolucji
Rząd nie planuje zmian w podstawowym systemie finansowania przewozów. Dopłata do transportu publicznego pozostaje na poziomie 3 zł za wozokilometr.
Nowością jest natomiast obowiązek zapewnienia infrastruktury od 2 do 6 przystanków lub dworców w gminie oraz co najmniej jeden w centrum miejscowości.
Starsze autobusy mają zniknąć z dróg
Projekt odnosi się także do jakości taboru. Wprowadzono stopniowe ograniczenia wieku pojazdów:
- do 2028 roku – maksymalnie 20 lat
- od 2036 roku – maksymalnie 15 lat
To ma poprawić komfort i bezpieczeństwo podróży, bez nagłego obciążenia dla przewoźników.
Minimum zamiast systemowej zmiany?
Choć propozycje ministerstwa są krokiem w stronę uporządkowania rynku, wielu ekspertów podkreśla, że to raczej wprowadzenie minimalnych standardów, a nie kompleksowa reforma transportu publicznego.
Kluczowymi wyzwaniami pozostają:
- brak kierowców,
- niska opłacalność tras,
- ograniczone możliwości organizacyjne samorządów.
Problem szczególnie widoczny lokalnie
Wykluczenie komunikacyjne najmocniej odczuwalne jest poza dużymi miastami. To tam mieszkańcy najczęściej muszą polegać na własnym samochodzie lub pomocy bliskich.
Nowe przepisy mogą zmusić samorządy do realnej analizy dostępności transportu i dostosowania siatki połączeń do faktycznych potrzeb mieszkańców.









Napisz komentarz
Komentarze