Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
niedziela, 24 maja 2026 15:02
Reklama

Jedno polecenie i po prawie jazdy. Kursanci wpadali w tę samą pułapkę

Powodem oblewania kandydatów na kierowców było manewr zawracania na zakazie ruchu w obu kierunkach. Na polecenie egzaminatora. Sprawa trafiła do sądu.
Jedno polecenie i po prawie jazdy. Kursanci wpadali w tę samą pułapkę

Autor: Canva

 

Do rażącego naruszenia przepisów przez egzaminatora – jak podaje „Rzeczpospolita” – doszło w Poznaniu. Dochodziło do tego podczas państwowych egzaminów na prawo jazdy kategorii B. 

 

Na wskazanej ulicy drogowcy ustawili znak B-1

 

Za każdym razem egzaminator sięgał po ten sam schemat: po opuszczeniu placu manewrowego kierował kursantów na jednojezdniową ulicę dwukierunkową. Tam nakazywał im wykonanie manewru zawracania z użyciem biegu wstecznego. 

To polecenie okazywało się pułapką. Bo na wskazanej ulicy trwało usuwanie awarii i drogowcy ustawili tam znak B-1, czyli zakaz ruchu w obu kierunkach. Jeśli kursant przejechał linię, oznaczało to dla niego jedno: oblanie egzaminu. 

 

Marszałek unieważnił testy praktyczne

 

Te sytuacje powtarzały się na tyle często, że kursanci zaczęli składać skargi. Wtedy sprawą zainteresował się marszałek województwa. I zlecił kontrolę, która wykazała, że egzaminator celowo wykorzystał nieprawidłowo oznakowane zabezpieczenie robót drogowych. Efektem było masowe oblewanie kandydatów na kierowców. 

W efekcie marszałek z urzędu podjął decyzję o unieważnieniu zakwestionowanych testów praktycznych. Wtedy egzaminator skierował sprawę do sądu. Powołał się przy tym na art. 52 ust. 2 ustawy o kierujących pojazdami, który umożliwiał automatyczne przerwanie jazdy, jeśli zachowanie kursanta bezpośrednio zagrażało życiu lub zdrowiu uczestników ruchu.

 

Sądy obu instancji oddaliły skargę egzaminatora

 

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu oddalił jednak – informuje Rz – skargę egzaminatora. Sędziowie uznali, że niezastosowanie się do znaku B-1 w tych konkretnych warunkach nie niosło za sobą niebezpieczeństwa, o jakim mowa w przywołanym przepisie. 

Sąd podkreślił, że od 3 marca regulacja ta obejmuje także zagrożenie zdrowia egzaminatora oraz bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo ruchu.

Naczelny Sąd Administracyjny, do którego odwołał się egzaminator, utrzymał w mocy wcześniejsze orzeczenie. Potwierdził, że zdający zignorowali znak, ale uznał automatyczne oblanie za bezpodstawne. Bo do zastosowania rygorystycznego przepisu niezbędne jest realne zagrożenie zdrowia lub życia.

NSA podkreślił jednocześnie, że znaki drogowe są po to, żeby je przestrzegać, ale obowiązkiem jest ich takie ustawianie, żeby nie budziły wątpliwości uczestników ruchu.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama