Według danych przywołanych przez „Rzeczpospolitą” i money.pl, w ubiegłym roku komornicy ściągnęli niemal 14,4 mld zł. To ponad 22 proc. wszystkich należności zgłoszonych do przymusowej egzekucji.
Coraz większy ciężar spłaty spada na starsze osoby
Na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak dowód na sprawniejsze działanie państwa i skuteczniejszą ochronę wierzycieli. Problem w tym, że za rekordowymi wynikami kryje się zjawisko, które budzi coraz większe kontrowersje. Bo coraz większy ciężar spłaty długów spada na osoby starsze oraz rencistów.
Z danych wynika, że największe kwoty komornicy odzyskali z zajęć rachunków bankowych. Na drugim miejscu znalazły się jednak potrącenia z rent i emerytur. Co szczególnie istotne, po raz pierwszy kwota wyegzekwowana ze świadczeń wypłacanych przez ZUS była wyższa niż ta potrącona z wynagrodzeń za pracę.
Z emerytur więcej niż z pensji
Z rent i emerytur komornicy ściągnęli ponad 2,37 mld zł. Dla porównania, z pensji pracowników odzyskano niecałe 2,36 mld zł. Różnica nie jest duża, ale symbolicznie bardzo ważna. Pokazuje bowiem zmianę w strukturze egzekucji.
Eksperci zwracają uwagę, że seniorzy nie są grupą zamożniejszą od osób pracujących. Przeciwnie – ich dochody są zwykle niższe, a wydatki, zwłaszcza na leki, leczenie, czynsz czy energię, często bardzo wysokie. Mimo to w praktyce to właśnie ich świadczenia bywają łatwiejszym źródłem egzekucji.
Powód leży w konstrukcji przepisów dotyczących kwoty wolnej od potrąceń. Inaczej chroniona jest pensja pracownika, a inaczej renta lub emerytura.
Pracownik chroniony bardziej niż emeryt
W przypadku osób zatrudnionych na etacie ochronie podlega równowartość minimalnego wynagrodzenia netto. Oznacza to, że jeśli ktoś zarabia najniższą krajową, komornik przy zwykłych długach często nie ma z czego potrącać.
Inaczej jest przy emeryturach i rentach. Tu kwota wolna została powiązana z minimalnym świadczeniem, ale nie w pełnej wysokości. Chronione jest 75 proc. najniższej emerytury lub renty. W efekcie osoba starsza ma pozostawioną znacznie niższą kwotę niż pracownik zatrudniony za minimalne wynagrodzenie.
Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy InFakt, cytowany przez money.pl, wskazuje, że w 2026 roku ochrona emeryta wynosi 1401,57 zł, podczas gdy w przypadku osoby zatrudnionej jest to 3605,85 zł. Różnica przekracza więc 2 tys. zł miesięcznie.
To właśnie tę rozbieżność eksperci nazywają luką w systemie. Formalnie przepisy chronią i pracowników, i emerytów. W praktyce poziom tej ochrony jest jednak zupełnie inny.
Minimalna pensja poza zasięgiem, emerytura nie
Rosnąca płaca minimalna dodatkowo wzmacnia ten efekt. Im wyższa najniższa krajowa, tym większa grupa pracowników znajduje się poza realnym zasięgiem komornika. Dla wierzycieli oznacza to często bezskuteczną egzekucję.
W przypadku seniorów sytuacja wygląda inaczej. Nawet najniższa emerytura może podlegać potrąceniu. Przy zwykłych długach, na przykład bankowych, pożyczkowych czy czynszowych, komornik może zająć do 25 proc. świadczenia. Przy zadłużeniu wobec placówek zdrowotnych limit może wzrosnąć do 50 proc., a w przypadku alimentów nawet do 60 proc.
Oczywiście prawo przewiduje pewne zabezpieczenia. Nie wszystkie środki mogą zostać zajęte. Ochronie podlegają m.in. świadczenia rodzinne, dodatki pielęgnacyjne, świadczenia z pomocy społecznej czy 800 plus. To jednak nie zmienia faktu, że podstawowe świadczenia emerytalno-rentowe są dla komorników znacznie łatwiejszym źródłem potrąceń niż minimalna pensja.
Potrzebna jedna zasada dla wszystkich?
Prawnicy od dawna zwracają uwagę, że obecne przepisy są niespójne. Z jednej strony chronią pracowników zarabiających minimalną pensję, z drugiej pozwalają na potrącenia z najniższych świadczeń emerytalnych.
Nie chodzi o to, żeby długi pozostawały niespłacone. Problemem jest pytanie, czy państwo powinno inaczej traktować dłużnika tylko dlatego, że jego dochodem jest emerytura, a nie wynagrodzenie za pracę.
Jeżeli zasady się nie zmienią, seniorzy i renciści mogą nadal pozostawać grupą, z której najłatwiej odzyskiwać należności. A to oznacza, że rekordowa skuteczność komorników będzie miała swoją społeczną cenę – płaconą przez osoby, które często i tak żyją na granicy finansowego bezpieczeństwa.



Napisz komentarz
Komentarze