Polacy od lat słyszą o skracaniu kolejek do lekarzy specjalistów. Pieniędzy na leczenie jest więcej, system przyjmuje więcej nowych pacjentów, a państwo wdraża centralną e-rejestrację. Jednej informacji nadal jednak brakuje: kiedy pacjent rzeczywiście zacznie czekać krócej na wizytę?
Więcej pieniędzy, mizerne efekty
Skala finansowania pokazuje, jak dużo zmieniło się w ostatnich latach. Jeszcze w 2018 r. NFZ wydawał na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną około 6,2 mld zł. W 2024 r. było to już 18,2 mld zł.
Sam NFZ przyznawał jednak, że mimo niemal trzykrotnego wzrostu nakładów liczba świadczeń zwiększyła się tylko nieznacznie.
Problemem jest nie tylko liczba dostępnych wizyt. System przez lata był obciążony pacjentami pozostającymi pod stałą opieką poradni specjalistycznych, podczas gdy nowi chorzy mieli problem z dostaniem się do lekarza po raz pierwszy. NFZ zaczął więc premiować poradnie przyjmujące większą liczbę pacjentów pierwszorazowych.
Więcej pacjentów trafia do specjalistów
Pierwsze efekty są widoczne. W III kwartale 2025 r. liczba pacjentów pierwszorazowych w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej wzrosła o 12 proc. rok do roku. Fundusz informował również o pierwszych oznakach skracania czasu oczekiwania.
Nie oznacza to jednak końca problemu. Ministerstwo Zdrowia wdraża kolejne rozwiązania, które mają poprawić dostępność świadczeń, ale nie wskazuje konkretnego terminu, w którym pacjenci odczują wyraźną poprawę.
Jednym z głównych narzędzi ma być centralna e-rejestracja. Jej zadaniem jest m.in. ograniczenie liczby nieodwołanych wizyt, pokazanie dostępnych terminów w jednym systemie i lepsze wykorzystanie miejsc zwalnianych przez innych pacjentów.
Sam resort opisuje skrócenie czasu oczekiwania jako efekt oczekiwany „w dłuższej perspektywie”.
System jest stopniowo rozszerzany. Od sierpnia obejmuje kolejne zakresy, m.in. endokrynologię, nefrologię, choroby zakaźne i choroby płuc. Docelowo centralna e-rejestracja ma objąć wszystkie 39 specjalizacji do końca 2027 r.
Od 1 października NFZ zobaczy kolejki dokładniej
Kolejna duża zmiana nastąpi już 1 października. Placówki wykonujące 15 grup zabiegów będą musiały prowadzić harmonogramy przyjęć na bieżąco w aplikacji AP-KOLCE. Dziś część tych danych trafia do NFZ raz w miesiącu.
Zmiana obejmie m.in. koronarografię, wszczepienie lub wymianę rozrusznika, artroskopię kolana, rekonstrukcję więzadeł krzyżowych, operacyjne leczenie cieśni nadgarstka, przepukliny pachwinowej, żylaków, usunięcie migdałków czy zabiegi na przegrodzie nosowej.
NFZ ma dzięki temu znać aktualną liczbę oczekujących oraz rzeczywisty czas oczekiwania w całym kraju. System ma także ułatwić wykrywanie sytuacji, w których jedna osoba zapisuje się na to samo świadczenie w kilku placówkach. Pacjenci mają otrzymywać SMS-y przypominające o zabiegach.
Od lipca zmienił się również sposób prezentowania kolejek. Zamiast codziennie raportowanego pierwszego wolnego terminu NFZ oblicza „prognozowany czas oczekiwania”. W przypadku świadczeń obsługiwanych przez centralną e-rejestrację dane są aktualizowane codziennie.
System będzie wiedział więcej. Lekarzy od tego nie przybędzie
Zmiany mogą ograniczyć marnowanie wolnych terminów, wielokrotne zapisy i chaos informacyjny. Pozwolą też NFZ znacznie dokładniej zobaczyć, gdzie kolejki są największe.
Nie rozwiązują jednak automatycznie podstawowego problemu: centralny system może znaleźć niewykorzystany termin, ale nie stworzy dodatkowej godziny pracy kardiologa, endokrynologa czy neurologa.
I właśnie dlatego najważniejsze pytanie pozostaje bez konkretnej odpowiedzi. Państwo coraz dokładniej mierzy kolejki i coraz sprawniej zarządza zapisami, ale nadal nie wskazuje daty, od której pacjent rzeczywiście krócej będzie czekać na specjalistę.

Napisz komentarz
Komentarze