Nowe San Andreas to plama na honorze Rockstara - Cyfrowe narzekanie Piotra Bunkowskiego #2

  • 28.11.2021, 13:00
  • Piotr Bunkowski
Nowe San Andreas to plama na honorze Rockstara - Cyfrowe narzekanie Piotra… fot. Piotr Bunkowski Subtelnie agresywny kubek

Podziel się:

Oceń:

GTA San Andreas - Definitive Edition. Będę z Wami absolutnie szczery. Nie wiedziałem dlaczego wszyscy tak tyrają tę grę. Dopóki sam w nią nie zagrałem. Cieszę się, że ograłem ten tytuł w Game Passie, bo zwyczajnie zmarnowałbym swoje pieniądze.

San Andreas to klasyk

 

Nie pamiętam ile razy rozpoczynałem ten tytuł, czy to na PS2, czy to na PC-tach. Nigdy go nie skończyłem w 100%, więc uznałem, że przy remasterze definitywnie to zrobię. Absolutnie się myliłem. Nowe wydanie San Andreas to zbugowany bajzel, plama na honorze Rockstara i obraza graczy.

 

Wady, problemy i wtopy

 

Bohaterowie są paskudni, dźwięk nierówny, klatki potrafią czasem spaść do istnego pokazu slide’ów, skrypty absolutnie leżą, w mapie są dziury przez które widać koniec świata, przez deszcz niczego nie widać, a gra potrafi się crashować w najmniej spodziewanych momentach i właściwie bez powodu.

Wchodząc w szczegóły moich wywodów, modele są dziwnie nienaturalne. Nie wiem czy wy też odnosicie takie wrażenie, ale są takie bardzo out-of-place. Tak jakby ktoś wrzucił je do Garry’s Moda, wiedząc, że tytuł ten działa na innym silniku. Czasem się T-posują czy dziwnie się rozciągają, jakby były z plasteliny i wygląda to po prostu paskudnie i amatorsko. Czasem nawet przerażająco.

Dźwięk jest absolutnie nierówny. Najważniejsze dialogi są co prawda podkręcone i jakoś tam zremasterowane, ale pomniejsze kwestie nadal są w jakości rodem z PS2 (chociażby większość kwestii Denise). 

Na Xboxie One (na którym notabene ogrywałem ten tytuł) klatki potrafią czasem spaść do 20, co jest niedopuszczalne jak na grę wydaną oryginalnie na szóstych generacjach. Najbardziej widać to na wyścigach. Nie zliczę ile razy straciłem pozycję albo przewaliłem misję przez to, że klatki postanowiły spaść do absolutnego slideshow.

Skrypty leżą. Nie wiem co Grove Street Games zrobiło przy tym porcie, ale można się bez powodu softlockować w pewnych punktach. Najbardziej zapadła mi w pamięć pierwsza randka CJa z Denise i to nie z tego powodu o którym myślicie. Po podrzuceniu jej do baru, cutscenka odpaliła się tak jak powinna, ale Denise nie chciała wracać do domu i połowa miejsc w grze była niedostępna, jakby zadanie nadal trwało. Problem w tym, że pojawiły się markery do rozpoczęcia misji, których nie mogłem rozpocząć. Z jednej strony gra myślała, że cały czas wykonuję zadanie poboczne, ale z drugiej, skrypty stwierdziły, że jestem już na free roamie.

Misja pozytywnie nieudana / fot. Graminator

 

W całym San Andreas są dziury w mapie, zwłaszcza w Whetstone. Mosty są niewidzialne, mimo iż są na GPSie i można po nich przejechać. Niektóre góry nie mają kolizji. Ulice są tak dziwnie ułożone, że pomiędzy drogą, a trawą, widać dziurę prowadzącą pod mapę.

W pełni przejezdny "most" / fot. Graminator

 

DESZCZ. W życiu nie widziałem tak beznadziejnego deszczu. Właściwie, faktycznie niczego nie widać kiedy pada. Na dodatek, jestem prawie pewien, że chmura wisi bezpośrednio nad graczem. Na brzegu absolutnie deszcz się buguje. Będąc przy warunkach atmosferycznych, nie ma mgły, ani tej znajomej pomarańczowej soczewki na kamerze. Sprawia to, że bez problemu możemy zobaczyć z powietrza, jak małe jest San Andreas.

W deszczu lepiej jechać na GPS / fot. Graminator

 

Okej, a teraz najważniejsza rzecz, specyficzne crashe. Nie wiem jak, ale Grove Street Games odwaliło tutaj kompletną manianę. W Whetstone w trakcie misji z Cataliną, napad na bank zrobił na mnie największe wrażenie swoją niestabilnością. Spaprałem zadanie pilnowania ludzi, przez co musiałem zniszczyć bankomaty. Spoko. Problem w tym, że uderzenie łopatą w jakikolwiek ATM powodowało crasha. ZA KAŻDYM RAZEM.  Mam dziwne wrażenie, że cały ten release to port mobilny przeniesiony na Unreal Engine 4 z domieszką nowych bugów, które nie występowały na RenderWarze.

 

Plusy?

 

 

O dziwo, plusy remastera też są. Poprawiono sterowanie względem oryginału, gra posiada polską wersję językową w której przetłumaczono nawet slang postaci, a także wprowadzono checkpointy, dzięki którym nie musimy zaczynać misji od nowa i biegać ze szpitala do zleceniodawcy. Niestety, na tym pozytywy się kończą. Nie potrafiłem się doszukać czegoś, co byłoby w stanie uratować ten remaster. Rockstar też nie poprawił swojej sytuacji, nie działającym launcherem na premierę i pozwami sądowymi do twórców modów.

 

Grove Street Games, dlaczego?

 

 

Boli mnie pisanie czegoś takiego o jednej z moich ulubionych gier. Liczyłem, że w końcu uda mi się skończyć w 100% tę produkcję, ale w tej chwili muszę Wam powiedzieć:

Nie kupujcie tego tytułu.

Nie jestem w stanie powiedzieć jak wygląda reszta trylogii, ale przypuszczam, że w takim wypadku też nie najlepiej. Jeśli interesuje Was odświeżone San Andreas to lepiej poczekajcie na patche i ewentualnie ograjcie tytuł w Game Passie. Na Waszym miejscu odpaliłbym jednak klasyka. 

 

Wybrałeś zły domek, głupcze / fot. Graminator

Piotr Bunkowski

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.radiotczew.pl. Telkab Sp. z o.o. z siedzibą w Tczewie, ul. Jagiellońska 55 jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe