Skala tego procederu była ogromna. Główny inspektor farmaceutyczny Łukasz Pietrzak poinformował, że – jak podaje RMF24 – około 100-110 aptek straciło zezwolenia w związku z udziałem w nielegalnym obrocie lekami.
W okresie największego nasilenia tej przestępczej działalności wartość preparatów nielegalnie wywożonych z Polski przekraczała 2 mld zł rocznie.
Najbardziej odczuwali to pacjenci
Zdarzały się apteki, z których wyprowadzano 100 proc. określonego preparatu lub substancji. Dla chorego nie zostawało więc nic.
Problem dotyczył m.in. leków kardiologicznych, przeciwzakrzepowych i hormonalnych. W przeszłości instytucje państwowe wskazywały także na problemy z dostępnością m.in. insulin, preparatów przeciwastmatycznych czy onkologicznych.
Lek zamiast do pacjenta jechał w drugą stronę
Mechanizm nazwano „odwróconym łańcuchem dystrybucji”. W legalnym systemie droga leku prowadzi od producenta przez hurtownię i aptekę do pacjenta. Tutaj została odwrócona.
Lek trafiał do apteki, ale zamiast zostać sprzedany choremu był wyprowadzany z niej i ponownie trafiał do obrotu hurtowego. Następnie można było sprzedać go za granicą. Interes był szczególnie opłacalny w przypadku preparatów, które w Polsce kosztowały znacznie mniej niż na zachodzie Europy.
Proceder przybierał przy tym coraz bardziej skomplikowane formy. Inspektorzy odkrywali przesunięcia leków między magazynami aptek, fikcyjne transakcje i przychodnie, które miały uzasadniać zakup ogromnych ilości preparatów.
Jedna z takich „przychodni” działała w mieszkaniu na drugim piętrze bloku. Według dokumentów miała obsługiwać około 1,5 tys. pacjentów.
W innym przypadku pracownicy apteki podczas kontroli mieli przyznać, że leków objętych transakcją wartą około 3 mln zł nigdy nawet nie widzieli.
Apteka czynna dwie godziny w tygodniu
Jeszcze bardziej wymowny jest przypadek ujawniony przez inspekcję farmaceutyczną w Wielkopolsce. Jeden z punktów aptecznych działał tylko raz w tygodniu – w niedzielę od godz. 9 do 11.
Mimo to w dokumentacji przechodziły przez niego ogromne ilości leków. Według inspektorów preparaty w rzeczywistości nawet tam nie trafiały.
W niektórych sieciach pracownicy aptek mieli nie wiedzieć, co dzieje się w systemie po zamknięciu placówki. Nocą wykonywano przesunięcia magazynowe, a ostatecznie leki trafiały dalej zamiast do pacjentów.
Aptekarze walczyli nawet o jedno opakowanie
Efekt widzieli chorzy stojący przy aptecznym okienku. Łukasz Pietrzak, który sam pracował wcześniej jako farmaceuta, wspominał okres, kiedy rano próbowano zdobyć od producenta chociaż jedno opakowanie potrzebnego preparatu. Pacjent musiał szukać go w kolejnych aptekach albo czekać kilka dni na skompletowanie terapii.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. Według przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia i GIF nielegalny wywóz nie jest już źródłem problemów z dostępnością leków na skalę obserwowaną przed laty. Państwo dysponuje też znacznie skuteczniejszymi narzędziami kontroli.
Przepływ leków jest monitorowany elektronicznie, transporty preparatów zagrożonych niedoborem mogą być kontrolowane w systemie SENT, a resort zdrowia publikuje tzw. listę antywywozową.
Stare sprawy jednak nie zniknęły. Inspekcja nadal prowadzi postępowania dotyczące zdarzeń sprzed 7-8 lat, a część sporów trafia do sądów.


Napisz komentarz
Komentarze