Wody coraz mniej
Przez dekady przyzwyczailiśmy się, że wodę należy jak najszybciej odprowadzać z pól i miast. Efektem jest system działający jak "dziurawe wiadro". Polska jest jednym z najuboższych w wodę krajów Unii Europejskiej, a przez sieć rowów melioracyjnych i wyprostowane rzeki tracimy bezpowrotnie zdecydowaną większość wody z opadów.
Tymczasem zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego przez Instytut Day Ray w marcu 2026 roku, aż 91% Polek i Polaków uważa, że dostęp do wody jest kwestią bezpieczeństwa państwa – podobnie jak energia czy obronność. Jeśli nie zaczniemy zatrzymywać wody w krajobrazie, czekają nas podwyżki cen żywności, zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego państwa, a w dłuższej perspektywie problemy z dostępnością wody.
W Światowy Dzień Wody eksperci apelują: od co najmniej dekady żyjemy na „wodnym kredycie” – odprowadzamy wodę z kraju szybciej niż natura jest w stanie ją uzupełnić. Według ONZ próg „stresu wodnego” wynosi 1,7 tys. m3 wody na mieszkańca rocznie. W Polsce średnia to 1,6 tys. m3, a w latach suchych wskaźnik ten spada do krytycznych 1,1 tys. m3. Zmiana klimatu pogłębia ten deficyt poprzez wzrost temperatur i parowania oraz destabilizację cyklu opadów – gwałtowne ulewy spływają po spieczonej ziemi, nie zasilając wód podziemnych i niosą ryzyko powodzi błyskawicznych. W ciągu ostatnich 3 lat najczęściej obserwowane są dłuższe okresy bez opadów i przesuszenie terenu, niski poziom wody w rzece/jeziorze, problemy rolników z suszą, wysychające rowy, stawy, oczka wodne, a także przerwy w dostawie wody czy spadek ciśnienia w kranie.

Mimo mroźnej zimy, niskie sumy opadów nie odbudowały naszych zasobów. Styczeń tego roku był najsuchszym styczniem w XXI wieku, a w wielu regionach kraju (szczególnie na Mazowszu, Podlasiu, Lubelszczyźnie i w Wielkopolsce) utrzymuje się tzw. niżówka hydrogeologiczna, czyli długotrwałe obniżenie poziomu wód podziemnych poniżej stanu ostrzegawczego.
Dlaczego woda ucieka?
Polska magazynuje wodę głównie w sztucznych zbiornikach retencyjnych, zatrzymując w ten sposób zaledwie ok. 7% wody opadowej (Chrońmy przyrodę ojczystą 81/2/2025 Instytut Ochrony Przyrody PAN). Pozostałych 93% wody opadowej szybko odpływa rowami i rzekami do Bałtyku, zamiast zasilać gospodarkę w okresach suszy. Winna temu jest zmiana klimatu, ale nie tylko - to niewłaściwie prowadzona przez dziesięciolecia gospodarka wodna. Zamiast zatrzymywać wodę, stworzyliśmy ogólnokrajowy system przypominający dziurawe wiadro.
Polska jest pocięta siecią rowów melioracyjnych o szacowanej długości 250-320 tys. km. Systemy te, zaprojektowane dawniej jako dwukierunkowe, nawadniająco-odwadniające, na skutek braku właściwej konserwacji od dekad przyczyniają się do osuszania terenów podmokłych i drenują grunt, wysuszając lasy oraz pola, Osuszone mokradła to utrata cennych magazynów: ponad 85% bagien w Polsce zostało osuszonych, co zniszczyło naturalne magazyny służące do zatrzymywania miliardów metrów sześciennych wody w krajobrazie.

Większość rzek i zbiorników nie spełnia wymogów Ramowej Dyrektywy Wodnej UE, Wyprostowane, wybetonowane i pogłębione koryta polskich rzek działają jak rynny, którymi woda spływa bardzo szybko, ma większą energię i podczas wezbrania, zamiast tworzyć cenne rozlewiska, stwarza ryzyko powodzi oraz zniszczeń. Regulacja prowadzi też do erozji dennej rzeki, dno obniża się coraz bardziej i ściąga wodę z otaczających terenów.
Kolejnym elementem wysuszania jest betonoza w miastach i wsiach - deszcz zamiast wsiąkać w glebę, przeciąża kanalizację i powoduje podtopienia infrastruktury. Ponadto brak wody w krajobrazie miejskim potęguje zjawisko tzw. "wysp ciepła" dokuczliwych w okresie letnich upałów.
Co nam grozi?
Brak dostępności wody to duży problem, który może prowadzić do destabilizacji kluczowych sektorów gospodarki. Najnowsze badania Instytutu Day Ray pokazują, że Polacy obawiają się konsekwencji wynikających z niedoborów wody. 56% Polek i Polaków uważa, że w ciągu najbliższych 10 lat w ich okolicy mogą wystąpić poważne problemy z dostępnością wody, a blisko 80% twierdzi, że niedobór wody w naszym kraju może w przyszłości ograniczać rozwój nowych inwestycji przemysłowych i technologicznych (np. fabryk, centrów danych).
Susza już dziś generuje poważne koszty dla polskiego rolnictwa. Średnia roczna wartość strat spowodowanych suszą w Polsce przekracza 3 mld zł, a w najtrudniejszych latach - nawet 11 mld zł. Prognozy wskazują, że bez skutecznych działań systemowych, do 2050 roku rolnicy mogą spodziewać się spadków plonów na poziomie 16-20%. Adrianna Wrona, starsza analityczka Instytutu Zrównoważonej Gospodarki mówi, że tak duże straty z powodu suszy, będą ogromnym obciążeniem ekonomicznym dla samych rolników, ale także dla finansów publicznych:
Już dziś 88% Polek i Polaków uważa, że powtarzające się w Polsce susze już teraz mają wpływ na ceny podstawowych produktów spożywczych.
Energetyka węglowa potrzebuje 3-4 m3 wody na każdą wyprodukowaną 1 MWh energii. Przy niskim stanie rzek (np. Wisły) elektrownie takie jak Kozienice czy Połaniec muszą ograniczać moc, co grozi przerwami w dostawie prądu. Dodatkowo, podgrzana woda z chłodzenia elektrowni zrzucana prosto do rzek pogarsza jeszcze bardziej warunki termiczne w rzece, stwarzając istotne zagrożenie dla życia biologicznego ekosystemu wodnego.
Już w czerwcu 2019 roku w Skierniewicach w centrum Polski, w czasie fali upałów zużycie wody było dwukrotnie wyższe niż zwykle, a studnie głębinowe nie nadążały z jej dostarczaniem, co wymusiło wysyłanie beczkowozów i zamykanie basenów miejskich. Latem 2025 r. blisko 150 gmin wprowadziło zakazy podlewania (kary do 5000 zł).
Woda spływająca z nawożonych pól uregulowanymi rzekami pozbawionymi roślinności nie jest w stanie sama się oczyścić. Ostatecznie zwiększa zanieczyszczenie Bałtyku, prowadząc do rozwoju toksycznych glonów oraz ograniczenia czasu letnich kąpieli.
"Gąbka" rozwiązaniem
Jak mówi Aleksandra Leszczyńska, specjalistka ds. rolnictwa Centrum Ochrony Mokradeł, ponad 50% naszego kraju to grunty rolne. Zamiast przeznaczać środki na odszkodowania suszowe, można uodparniać rolnictwo na okresy bez opadów:
Kluczowa jest retencja wody w glebie. Sporo już dzieje się w tym zakresie na glebach mineralnych, ale wciąż za mało - w glebach organicznych, przede wszystkim - torfowiskach. Potrzebne są atrakcyjne płatności dla rolników, które pozwolą pokryć koszty niezbędnych prac i wynagrodzą rolników za podnoszenie poziomu wody na swoich gruntach z korzyścią dla wszystkich.
Jak mówi dr Urszula Biereżnoj-Bazille, specjalistka ds. ponownego uwodnienia torfowisk Centrum Ochrony Mokradeł, zasoby wodne są ograniczone, podobnie jak ropy. Woda jest zasobem strategicznym, zatem konieczne są jej magazynowanie, racjonalne zużycie oraz zapewnianie do niej powszechnego dostępu. Ratunkiem jest odejście od betonowej hydrotechniki na rzecz naturalnej retencji krajobrazowej.
W walce z suszą istotną rolę odgrywa odtwarzanie mokradeł. Torfowiska to najtańsze i najefektywniejsze magazyny wody, które jednocześnie schładzają lokalny mikroklimat i działają jak filtry, oczyszczając wodę z zanieczyszczeń. W Polsce osuszyliśmy ponad 85% bagien, ale część z nich da się ponownie uwodnić.
Pomóc może także upowszechnianie rolnictwa bagiennego (paludikultury): na użytkowanych rolniczo torfowiskach, na których możliwe jest odtworzenie wysokich poziomów wody, można prowadzić uprawę roślin bagiennych. Ich spektrum zastosowań jest bardzo szerokie – od surowca do produkcji papieru i opakowań przez materiały budowlane po energetykę.
Kolejną kwestią jest renaturyzacja rzek czyli przywrócenie naturalnych meandrów i rozlewisk, które zwiększają odporność na susze oraz powodzie. Naturalne procesy samooczyszczania w korycie też redukują koszty uzdatniania wody.
Błękitno-zielona infrastruktura: miasta muszą pić wodę, a nie ją spłukiwać. Ogrody deszczowe, zielone dachy i nawierzchnie przepuszczalne pozwalają zatrzymać deszczówkę w miejscu opadu, co generuje oszczędności i chroni przed zalaniami.
86% Polek i Polaków uważa, że państwo powinno wziąć odpowiedzialność za długofalowe działania poprawiające gospodarkę wodną w Polsce, Niestety, system zarządzania wodą w Polsce kuleje od dekad. Dalsze ignorowanie pogłębiającego się z roku na rok deficytu wody grozi okresowymi problemami z dostępem do wody dla ludzi, stałym wzrostem kosztów produkcji w rolnictwie, a także stwarza poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego kraju (w kontekście blackoutu). Każdy rok zwłoki podnosi przyszłe koszty społeczne, dlatego niezbędne jest wprowadzenie ułatwień prawnych i administracyjnych dla tamowania odpływu wody, tworzenia stref buforowych oraz wprowadzenie atrakcyjnych finansowo zachęt dla właścicieli torfowisk za trzymanie wody w gruncie. Również program "Moja Woda" powinien być kontynuowany i rozwijany, np. w zakresie zachęt do tworzenia ogrodów deszczowych. Działania lokalne, ale w skali całego kraju, zwiększą odporność Polski na zmiany klimatu.

Artykuł powstał na bazie materiału prasowego nadesłanego przez first aid communication team.
Literatura:
- Badanie przeprowadzone przez instytut Day Ray w marcu 2026 r., metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interviewing) na ogólnopolskiej próbie 982 dorosłych mieszkańców Polski.
- https://www.iop.krakow.pl/files/417/chpo_2_2025_caly_epub.pdf?utm s. 66
- https://technologia.kpodr.pl/index.php/2018/07/10/stan-urzadzen-melioracyjnych/
- Dane Centrum Ochrony Mokradeł
- Polska na drodze zrównoważonego rozwoju. Raport SDG 2025, https://raportsdg.stat.gov.pl/cel6.html
- Poland: Ready to see water diPerently, https://environment.ec.europa.eu/topics/water/water-wise-eu/poland_en
- Raport „Dzieląc kłos na czworo. Czy polski system żywnościowy jest gotowy na przyszłość?”, Instytut Zrównowazonej Gospodarki,
https://izg.org.pl/raport-dzielac-klos-na-czworo-czy-polski-system-zywnosciowy-jest-gotowy-na-przyszlosc/









Napisz komentarz
Komentarze