Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 20 sierpnia 2026 22:42
Reklama

Grzech #9: zanęty wędkarskie. Kiedy „dokarmianie” ryb szkodzi wodzie

Wędkarstwo to jedna z najbardziej wartościowych form kontaktu z naturą – w Polsce uprawia je nawet 2 mln osób. Problem nie leży w samym wędkowaniu, lecz w nadmiarze zanęty: to dodatkowa porcja fosforu i azotu, która w małym, nagrzanym zbiorniku wodnym przyspiesza eutrofizację i zabiera tlen. W dziewiątym tygodniu IV edycji ogólnopolskiej kampanii 10GG „Twoje wakacje wpływają na wodę” podpowiadamy, jak łowić z głową – bez szkód dla wody i dla samego łowiska.
Grzech #9: zanęty wędkarskie. Kiedy „dokarmianie” ryb szkodzi wodzie

Autor: Czasopismo "Wodne Sprawy"

Źródło: Czasopismo "Wodne Sprawy"

 

Zacznijmy od jasnej deklaracji: wędkarze są sojusznikami wód, a nie ich przeciwnikami. Polski Związek Wędkarski prowadzi zarybienia, chroni akweny i wspiera Społeczną Straż Rybacką. Ten „grzech” nie jest więc apelem o rezygnację z pasji – to praktyczna wskazówka, informacja o jednym elemencie, który łatwo przedawkować.

 

Zanęta to nie tylko przynęta – to ładunek biogenów

 

Zanęta z definicji jest materią organiczną, zawierającą fosfor i azot – to te same biogeny, które przewijają się przez kolejne „grzechy” kampanii i napędzają eutrofizację. Recenzowane badania pozwoliły na pewne wyliczenia: ładunek składników odżywczych z zanęt wynosi od ok. 0,1 kg fosforu i 0,5 kg azotu na hektar rocznie na naturalnych łowiskach białorybu do nawet 1,6 kg fosforu i 10,2 kg azotu na hektar rocznie na komercyjnych łowiskach karpiowych. Co ważne, ładunek ten jest silnie sezonowy – kumuluje się wiosną i latem, czyli w szczycie aktywności wędkarskiej.

 

Najgroźniej w upał i w małych zbiornikach

 

Zanęta nie leży w wodzie bezczynnie. Badania pokazują, że nawet jedna piąta fosforu przechodzi z niej do toni wodnej już w ciągu pierwszych 12 godzin, a tempo uwalniania rośnie wraz z temperaturą. Niezjedzona rozkłada się, a proces ten zużywa tlen – dlatego skutki są najdotkliwsze w małych, płytkich i nagrzanych akwenach, gdzie zdolność środowiska do przetwarzania materii organicznej jest ograniczona. Dodatkowo w niektórych badanych zanętach komercyjnych wykryto metale ciężkie, które mogą stanowić kolejne źródło zanieczyszczeń. Największe ryzyko powstaje tam, gdzie zanęcanie jest obfite i skoncentrowane – na przykład podczas zawodów.

 

Wędkarz bywa sojusznikiem wody – liczy się bilans

 

Jest i druga strona medalu, o której warto pamiętać. Klasyczne badanie 37 polskich akwenów wykazało, że choć zanęcanie jest istotnym źródłem biogenów, wędkarze wyjmowali z wody wraz z połowem 22 razy więcej fosforu i 17 razy więcej azotu, niż wprowadzali z zanętą. Wniosek jest budujący: wędkarstwo samo w sobie nie jest problemem dla bilansu składników odżywczych w wodzie – kłopotem bywa dopiero nadmiar zanęty i jej koncentracja w newralgicznym miejscu i czasie. Umiar w zanęcaniu to nie rezygnacja z pasji, lecz dbałość o łowisko.

 

Dlaczego powinno nas to interesować?

 

Bo najbardziej traci na tym sam wędkarz. Eutrofizacja może prowadzić do spadku stężenia tlenu w wodzie, a w konsekwencji do przyduchy, śnięcia ryb oraz nadmiaru glonów i zakwitów sinic – czyli dokładnie tego, co psuje łowisko i odbiera radość z wędkowania. Woda w dobrej kondycji, z czystym dnem i dobrze natlenionym profilem, leży zarówno w interesie wędkarzy, jak i przyrody. Dbając o umiar w zanęcie, dbamy o ryby, które chcemy łowić także za rok.


 

Bardzo skuteczną zanętą na ryby są robaki, najczęściej używane przez wędkarzy tylko jako przynęta: białe robaki, dżdżownice/dendrobeny, które można wrzucać do łowiska przy użyciu ziemi lub gliny. Robaki są źródłem cennego białka i bardzo skutecznie wabią ryby”.

                        

– Wojciech Kamiński – indywidualny i drużynowy Mistrz Świata w wędkarstwie spławikowym

                




 

Skala i dobre praktyki

 

Skala nadaje temu znaczenie: Polski Związek Wędkarski zrzesza ponad 600 tys. członków, a łączną liczbę osób wędkujących w Polsce szacuje się na 1,5–2 mln. Przy takiej popularności nawet drobny nawyk – „dosypanie na zapas”, ale powtarzane masowo – robi różnicę. Nie istnieje jeden ogólnokrajowy limit ilości zanęty, ale wiele regulaminów łowisk i zawodów wprost ogranicza jej ilość, a Regulamin Amatorskiego Połowu Ryb zobowiązuje do dbałości o stan wód. Najwięcej zależy więc od rozwagi samego wędkarza.

 

Co możemy zrobić?

 

  • Dostosujmy ilość zanęty do łowiska – w małych, płytkich i nagrzanych zbiornikach oraz w upały zanęcajmy oszczędnie.
             
  • Zanęcajmy celnie i stopniowo – tyle, ile potrzeba na utrzymanie ryb w łowisku, nie „na zapas”.

     
  • Wybierajmy zanęty o niższej zawartości fosforu i ograniczajmy nadmiar składników wysokobiałkowych tam, gdzie woda jest wrażliwa.
             
  • Zastosujmy zanęty składające się z robaków, które doskonale będą wabić ryby i ograniczą wprowadzanie do wody związków fosforu i azotu.

     
  • Respektujmy limity zanęty na zawodach i regulaminy łowisk – łówmy z myślą o kondycji wody.


     

Zasada na ten tydzień: zanęcaj z umiarem – tylko tyle, ile potrzeba do zwabienia i utrzymania ryb w łowisku; w małym, nagrzanym akwenie „mniej” znaczy lepiej dla wody i dla łowiska.

                


 

Źródło: Czasopismo "Wodne Sprawy"

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama