Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
wtorek, 24 marca 2026 21:24
Reklama
Reklama

Tczew na finansowym zakręcie? 12 milionów długu więcej w trzy miesiące i „topniejące” oszczędności

Kiedy w grudniu 2025 roku radni Tczewa przyjmowali budżet na nadchodzący rok, nastroje były umiarkowanie optymistyczne. Jednak projekt zmian, który trafi pod głosowanie na najbliższej sesji 26 marca, rzuca na kondycję finansową grodu Sambora zupełnie nowe światło. W zaledwie kwartał planowany deficyt wzrósł o ponad 12 milionów złotych, a miasto zagląda na konta z oszczędnościami z ubiegłych lat ubiegłych. Czy Tczew wpada w spiralę zadłużenia, by utrzymać bieżącą biurokrację?
Tczew na finansowym zakręcie? 12 milionów długu więcej w trzy miesiące i „topniejące” oszczędności

Od stabilizacji do niepewności?

 

Patrząc na dokumenty finansowe Tczewa, można odnieść wrażenie, że czytamy scenariusz z filmu sensacyjnego, z każdym kolejnym rozdziałem napięcie rośnie. Podstawowy budżet uchwalony 18 grudnia 2025 roku zakładał dochody na poziomie ok. 450,6 mln zł oraz wydatki w wysokości 490,6 mln zł. Deficyt góra 40 mln zł miał być głównie pokryty emisją obligacji (31 mln zł) i wykorzystaniem wolnych środków (8,9 mln zł).

W marcu sytuacja zmieniła się, projekt zmian przesuwa granice całkiem mocno. Wydatki przekraczają już pół miliarda, bo sięgają 504,5 mln zł, a dochody wzrosły tylko trochę, do 452,5 mln zł. To powoduje, że deficyt wskoczył na prawie 52 mln zł. W efekcie, w ciągu zaledwie trzech miesięcy „dziura” w miejskim budżecie powiększyła się o dobre 12 milionów złotych.

 

Strategia „czyszczenia konta”, czyli koniec poduszki finansowej

 

Co powinno budzić szczególny niepokój? Nie tylko wysoki deficyt, ale przede wszystkim jak się go zamierza pokryć. Jeszcze w grudniu planowano sięgnąć po niecałe 9 mln zł wolnych środków. Teraz ta suma niemal się podwaja i sięga prawie 21 mln zł.

Warto przypomnieć, że wolne środki to tak naprawdę oszczędności z poprzednich lat, czyli ta słynna finansowa poduszka bezpieczeństwa. Gwałtowne użycie tych rezerw to jak zjadanie ostatnich zapasów, żeby przetrwać. Do tego dochodzi redukcja planowanych obligacji z 31 mln do 27,7 mln zł i zastąpienie ich nową pożyczką na 3,3 mln. Można wywnioskować, że rynek pożyczkowy robi się dla Tczewa coraz mniej przyjazny albo tańszy już nie będzie.

 

Milion na urząd, grosze na rozwój

 

Najbardziej kontrowersyjny punkt na zbliżającej się sesji to zapewne porównanie wydatków na administrację z tymi na realną poprawę życia mieszkańców. Projekt zakłada powiększenie budżetu Urzędu Miejskiego o ponad 1,16 mln zł. W czasach, gdy wiele rodzin mocniej zaciska pasa, dodatkowy milion na utrzymanie aparatu biurokratycznego może wywołać spore zdziwienie.

Całej sprawie nie pomaga fakt, że w tym samym dokumencie znajdziemy cięcia w funduszach na drogi gminne o ponad 82 tysiące złotych mniej. Choć na tle całego budżetu to niedużo, to znaczenie symboliczne ma ogromne. Pokazuje to jasno: w momencie kryzysu najważniejsze staje się utrzymanie urzędów, a nie naprawa chodników czy wymiana oświetlenia, na które mieszkańcy czekają latami.

 

Inwestycje w cieniu konsumpcji

 

Zdrowa polityka samorządowa powinna kierować się zasadą, że pożyczamy pieniądze na inwestycje, które potem przyniosą oszczędności lub przynajmniej realne dochody. Tczewie ta zasada niestety jest trochę zachwiana. Spośród wzrostu wydatków o 13 mln zł, na inwestycje przeznaczono raptem ok. 700 tys. zł. Reszta – to głównie wydatki bieżące, takie jak pensje, energia czy utrzymanie.

W Wieloletniej Prognozie Finansowej pojawiają się wprawdzie nowe zadania: przygotowanie dokumentacji na przebudowę ul. Obrońców Westerplatte (550 tys. zł na lata 2026–2027) czy ul. Bałdowskiej (440 tys. zł). Ale to głównie prace przygotowawcze, a nie same budowy. Prawdziwe koszty dopiero nadejdą, w kolejnych latach, gdy miasto będzie już bardziej zadłużone.

 

Paradoksy społeczne

 

W edukacji dochodzi do dość szczególnej „żonglerki” funduszami. Z budżetu przeznaczonego na opiekę nad dziećmi do lat trzech ucięto 50 tys. zł, by przekazać je na stypendia i zasiłki szkolne. To pokazuje, jak napięty jest budżet, żeby wesprzeć uczniów w potrzebie, trzeba ciąć tam, gdzie realizowana jest opieka nad najmłodszymi mieszkańcami naszego miasta.

 

Tczew 2044: Perspektywa wieloletniego długu

 

Wieloletnia Prognoza Finansowa, którą radni mają teraz do zatwierdzenia, przewiduje spłatę miasta aż do 2044 roku. To oznacza, że decyzje o zaciąganiu pożyczek na bieżące wydatki będą spłacane jeszcze przez pokolenia dzieci, które dziś chodzą do przedszkola.

Cały czas blisko uwagi powinno być prawo dotyczące limitów zadłużenia. Tczew póki co się w nich mieści, ale margines bezpieczeństwa jest bardzo wąski. Jeśli wydatki bieżące nadal będą rosły, a nadwyżka maleć, miasto może szybko stracić możliwość samodzielnego finansowania dużych inwestycji bez zgody instytucji z zewnątrz.

 

Co to oznacza dla mieszkańca?

 

Ktoś mógłby zapytać: „co mnie obchodzi te liczby i tabelki?”. No właśnie, każda złotówka wydana na obsługę długu albo na rozbudowę biurokracji to mniej pieniędzy na odśnieżanie ulic, remonty w obszarze komunikacji miejskiej czy wsparcie dla lokalnych klubów sportowych.

Ten wzrost deficytu o 12 mln zł w trzy miesiące to wyraźne czerwone światło. Albo pierwotny budżet był za optymistyczny, albo miasto traci nadzór nad swoimi wydatkami.

 

Sesja prawdy

 

Sesja Rady Miejskiej 26 marca będzie pewnie tym momentem, kiedy prezydent i radni będą musieli zmierzyć się z poważnymi pytaniami. Czy ktoś zapyta, dlaczego poduszka finansowa topnieje tak szybko? Czy dodatkowy milion złotych na utrzymanie urzędu to dziś realna potrzeba, czy już raczej zbytek, na jaki Tczewa nie powinno sobie pozwolić? Na osłodę (choć gorzką) miasto dołożyło 50 tys. zł do "Sobótek Tczewskich", uznając, że wcześniejsze 150 tys. zł to za mało na ściągnięcie ogólnopolskich gwiazd. 

W budżecie widać walkę o utrzymanie płynności. Miasto ratowane jest wolnymi środkami i nowymi pożyczkami, jednocześnie lekko „ciosając” wydatki na infrastrukturę. Taki sposób zarządzania – od pierwszego do pierwszego – może się w dłuższej perspektywie okazać naprawdę kosztowny dla Tczewa.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama