Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
wtorek, 19 maja 2026 06:44
Reklama

Spadek zajrzał w oczy Lechii. Gdańszczanie przegrali z Legią

Piłkarze z Trójmiasta ulegli u siebie Legii Warszawa 1:2. Biało-zieloni przed ostatnią kolejką są zależni od wyników innych drużyn.
Spadek zajrzał w oczy Lechii. Gdańszczanie przegrali z Legią

Źródło: Lechia Gdańsk/Facebook

 

Do stolicy Pomorza przyjechała drużyna, która odbiła się od dna. Legia po objęciu sterów przez Marka Papszuna przegrała tylko dwa mecze (w lutym z Koroną Kielce i pod koniec kwietnia z Lechem Poznań). Stołeczni zdobyli w 2026 roku 27 punktów w Ekstraklasie. W maju wygrali oba rozgrywane spotkania z Widzewem i Termalicą.

Na drugim biegunie znajduje się Lechia. Forma zawodników z Pomorza wygląda słabo. Od początku zeszłego miesiąca biało-zieloni nie pokonali żadnego przeciwnika. Ba, ostatni punkt zdobyli 20 kwietnia (po domowym remisie z Piastem Gliwice). Od tamtej pory ekipa trenera Johna Carvera uległa Rakowowi Częstochowa, Radomiakowi Radom i Widzewowi Łódź. Z drużyny marzącej w pewnym momencie o europejskich pucharach, Gdańszczanie przeistoczyli się w broniący przed zatopieniem okręt. Z 38 punktami (i 5 odjętymi za początku sezonu) Lechia zajmowała przed meczem z Legią 16. miejsce w lidze. 

 

Niewykorzystane szanse

 

Składy wyjściowe:

 

Lechia Gdańsk: Alex Paulsen (BR) - Tomasz Wójtowicz, Bujar Pllana, Matej Rodin, Matus Vojtko - Camilo Mena, Rifet Kapić, Ivan Zhelizko, Kacper Sezonienko (88' - Maksym Diachuk) - Tomas Bobcek, Tomasz Naugebauer (61' - Anton Tsarenko)

 

Legia Warszawa: Ondrej Hindrich (BR) - Jan Leszczyński, Rafał Augustyniak, Kamil Piątkowski - Ruben Vinagre (61' - Wojciech Urbański), Jurgen Elitim, Bartosz Kapustka (80' - Damian Szymański), Kacper Chodyna - Jakub Żewłakow (61' - Samuel Kovacik), Jaen-Pierre Nsame (71' - Antonio Mirko-Colak, Ermal Krasniqi (61' - Rafał Adamski)

 

Od samego początku 35 tysięcy kibiców zgromadzonych na trybunach Polsat Plus Areny oglądało energetyczną postawę gospodarzy. Lechia założyła wysoki pressing i często przechwytywała niezbyt precyzyjne podania piłkarzy Legii. Już w 6. minucie Tomas Bobcek w polu karnym dryblingiem wypracował sobie dobrą pozycję strzelecką. Jego uderzenie trafiło jednak prosto w Ondreja Hindricha

Wstępny entuzjazm szybko jednak opadł. W 11. minucie po dośrodkowaniu z prawego skrzydła Kacpra Chodyny precyzyjnym strzałem głową popisał się Jean-Pierre Nsame. Cała sytuacja była pokłosiem nieupilnowania Kameruńczyka przez defensorów Lechii. Piłkarze z Pomorza odpowiedzieli jakiś czas później główką Bujara Pllany po rzucie rożnym, ale futbolówka powędrowała nad poprzeczkę. Pierwsza połowa obfitowała w niedokładności jednej i drugiej ekipy. W chaotycznym graniu lepiej odnajdywała się Legia. Gdańszczanie mimo wyniku nie potrafili przejąć inicjatywy. Dopiero w 29. minucie obrońców gości zaczął mijać Tomasz Wójtowicz. Rajd prawego defensora zakończył się podaniem do Tomasa Bobcka. Słowak oddał strzał, jednak po rykoszecie wylądował w rękach bramkarza Legii. 

Legia miała swoją groźną sytuację po główce Jana Leszczyńskiego. Słupek obronił jednak Lechię przed pogorszeniem wyniku. Chwilę później w trakcie kontry Camilo Menę popchnął Kacper Chodyna. Wychowanek m.in. Lecha Poznań otrzymał za faul przed polem karnym żółtą kartkę. Drugą konsekwencją tej sytuacji był rzut wolny. Piłka po uderzeniu Ivana Zhelizki poleciała nad poprzeczką. Lechia przycisnęła stołeczną drużynę przed samą przerwą. Strzał spoza pola karnego Bujara Pllany odbił oburącz Hindrich. Futbolówka po centrze z rzutu rożnego wylądowała na głowie Bobcka, bez pozytywnego rezultatu.


Już było dobrze

 

W 48. minucie na bramkę Legii strzelał Mena. Piłka odbiła się od interweniującego Kamila Piątkowskiego, a następnie od słupka. Od tamtej pory Lechia coraz lepiej czuła się w ataku pozycyjnym. Długie rozegrania, czasem na jeden kontakt, mogły imponować. Kolejne uderzenia Meny i Pllany obok bramki Hindricha zwiastowały wyrównanie. To nadeszło w 63. minucie po golu Tomasa Bobcka. Słowak wykorzystał z główki dośrodkowanie Meny.

Po stracie bramki przyjezdni coraz bardziej się gubili. Kacper Sezonienko wbiegł w pole karne, minął dwóch obrońców, jednak strzelił prosto w bramkarza. Rumun popisał się natomiast refleksem w 78. minucie, kiedy nogą wybronił cięte uderzenie Bobcka na dalszy słupek. W końcówce Legia odzyskała rezon. Warszawianie coraz częściej popisywali się kontrami. Jedna z nich zakończyła się drugą żółtą (w konsekwencji czerwoną) kartką Ivana Zhelizki. Bośniak chciał przerwać groźny atak gości. Był jednak spóźniony, co zakończyło się faulem. 

W 89. minucie doszło do kontrowersyjnej sytuacji. Biegnącego na prawym skrzydle Menę powalił na ziemię Rafał Augustyniak. Były reprezentant Polski otrzymał od sędziego żółtą kartkę, jednak samo przewinienie wyglądało na tyle agresywnie, że wywiązało się z niego spore zamieszanie. Do obrońcy nerwowo podbiegli zawodnicy Lechii. Ostatecznie konflikt udało się załagodzić, choć sędzią rozdał żółte kartoniki także Janowi Leszczyńskiemu i Matejowi Rodinowi. 

Pod koniec doliczonego czasu gry kluczowy błąd popełnił Alex Paulsen. Nowozelandczyk zaliczył dwie dobre interwencje w meczu, jednak nikt nie będzie o nich pamiętał. Przyszły uczestnik mistrzostw świata chciał wybić wrzutkę z autu Augustyniaka. Golkiper nie sięgnął piłki, przez co w polu karnym doszło do zamieszania. W nim odnalazł się Antonio-Mirko Colak (były zawodnik biało-zielonych w sezonie 2014/2015). Chorwat skierował futbolówke do siatki Paulsena. Lechia nie zdążyła już skonstruować żadnej akcji i przegrała spotkanie 1:2.

 

"To jest klucz, żeby przetrwać"

 

 

Trzeba oddać Lechii to, co widzieliśmy wszyscy przez cały sezon. To jest ultra groźna drużyna w ofensywie i zdawaliśmy sobie sprawę, że stworzy sytuacje. W pierwszej połowie dość dobrze kontrolowaliśmy mecz i i mieliśmy tych szans [na zdobycie gola - przyp. red.] więcej. Natomiast w drugiej już mecz był po stronie Lechii. Zasłużonie wyrównali. Natomiast potrafiliśmy się wybronić. To jest klucz, żeby przetrwać trudne momenty i zadać ostatni cios.

- mówił na konferencji prasowej po meczu Marek Papszun, trener Legii

 

Podczas spotkania z dziennikarzami nie krył rozczarowania szkoleniowiec biało-zielonych John Carver. Anglik zwracał uwagę na konkretne błędy drużyny.

 

 

Mógłbym tak naprawdę skopiować i wkleić to, jak traciliśmy bramki w poprzednich meczach i jak tracimy teraz. To jest powtarzający się schemat. Nie blokujemy dośrodkowań i nie zbieramy długich piłek. To nie jest tak, że my tego nie widzimy i tego nie analizujemy. My to cały tydzień trenujemy, tak samo krycie w polu karnym. I jest mi trochę przykro, szczególnie po po tej drugiej połowie. Ale co z tego, że jest mi przykro, skoro powtarzając takie same błędy, tracąc 62 gole w tym sezonie, to jest się w tarapatach.

- podkreślał trener (tłumaczony przez asystenta Radosława Bellę)

 

Jak Lechia się utrzyma?

 

Obecnie zawodnicy ze stolicy województwa pomorskiego zajmują trzecie miejsce od końca w tabeli. Na koncie mają 38 punktów. Do pierwszego bezpiecznego miejsca (czyli 15. placu, zajmowanego przez Widzew Łódź) tracą jedno oczko. Biało-zieloni, żeby nie spaść do 1. ligi, muszą wygrać w sobotę z Termalicą. Niestety zwycięstwo w Niecieczy nie gwarantuje zawodnikom trenera Johna Carvera utrzymania. Sztabowcy z Gdańska z pewnością będą nerwowo spoglądali w trakcie ostatniej kolejki na wyniki pozostałych meczów. Co musi się zatem stać?

Jeden wariant mówi o dwóch porażkach Arki (Gdynianie grają jeszcze dziś z Termalicą). Wówczas niezależnie od sobotniego rezultatu starcia Widzewa z Piastem, Lechia zostaje w Ekstraklasie. 

Kibice pomorskiego futbolu marzą pewnie o utrzymaniu obu klubów z Trójmiasta. Żeby doszło do takiej sytuacji, żółto-niebiescy muszą wygrać swoje oba ostatnie mecze. Dopełnieniem szczęśliwego scenariusza będzie domowa porażka Cracovii z Koroną Kielce. 

 

Tabela przed ostatnią kolejką i poniedziałkowym meczem Arki (fot. trasnfermarkt.pl)

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama